Szukając prawdy

W internecie jestem od 20lat… Sam tworzyłem pracę dyplomową z internetu, podczas gdy na uczelni nie było jeszcze internetu. Pytanie, które zawsze mnie męczyło, co jest prawdą, a co nie.

Nie zgadzam się z manipulacją uwidocznioną w tym filmie ale jako podstawa otwiera oczy i warto to obejrzeć by wykształcić swoją drogę. Swoje doświadczenie.

Alkoholizm

Co jakiś czas czytam stronę psychologia.net.pl. I dobrze, bo kiedyś (w 2012r.) trafiłem na wspaniały artykuł Esej na temat śmierci, który był zaczątkiem mojej zmiany. Jestem teraz zupełnie innym człowiekiem….

Ciekawe jak dzisiejszy artykuł wpłynie na mnie?

 

Paulina Misiak

Piję, bo jestem alkoholikiem. Rozważania na temat przyczyn alkoholizmu

Literatura przedmiotu podaje, że 2% dorosłych Polaków jest uzależnionych od alkoholu. Uwzględniając rodziny osób chorych można postawić tezę, że alkoholizm to problem, który dotyczy istotnej części populacji. Tak naprawdę każdy z nas zna kogoś, kto jest czynnym bądź też trzeźwiejącym alkoholikiem.

Autorzy z zakresu tej problematyki dzielą uwarunkowania alkoholizmu na trzy grupy: biologiczne, psychiczne oraz społeczne. Teorie biologiczne wiążą tendencję do uzależnienia od alkoholu z właściwościami genetycznymi jednostki.

Koncepcje psychiczne rozpatrują alkoholizm jako skłonność do upijania się w celu uzyskania redukcji napięcia psychicznego. Osoba uczy się, że na skutek spożywania alkoholu czuje się lepiej, stąd też sięga po niego w każdej trudnej bądź nawet neutralnej sytuacji. Koncepcje psychologiczne zakładają także udział warunkowania oraz modelowania w procesie uzależniania się. Takie podejście wskazuje, że bardziej podatne na uzależnienie są osoby, których rodzina (przede wszystkim rodzice) często sięgali po alkohol. Jednostka naśladuje destrukcyjne wzorce zachowania, przyjmując je za coś normalnego, oczywistego. Według koncepcji psychologicznych istotne znaczenie mają cechy osobowości osoby uzależnionej. Bardziej podatne na alkoholizm są osoby niedojrzałe emocjonalnie, neurotyczne, wycofane, strachliwe i przelęknione, wrażliwe, podatne na depresje, zależne emocjonalnie i interpersonalnie, posiadające negatywny obraz własnej osoby oraz słabe ego.

Uwarunkowania społeczne alkoholizmu wiążą się z wpływem środowiska na postawy i zachowanie człowieka. Do otoczenia, które ma w tym temacie największe znaczenie zalicza się rodzinę pochodzenia. Teoria ta zakłada, że na skutek długotrwałego i systematycznego oddziaływania środowiska rodzinnego kształtuje się tzw. osobowość przednałogowa. W takich rodzinach potrzeby dziecka są bardzo często zaniedbywane, rodzice stawiają wobec niego zbyt wysokie wymagania, bądź zupełnie się nim nie interesują. Wszelkie zachowania, działania i słowa kierowane do dziecka mają charakter nakazów bądź zakazów. W takiej rodzinie występuje niedosyt bądź całkowity brak czułości, opiekuńczości, akceptacji, zrozumienia, wspólnego spędzania czasu. Krytyczne uwagi kierowane do dziecka, są przez nie internalizowane i wprowadzane do systemu oceny własnej osoby. Tak oto tworzy się obraz młodego człowieka, którego potrzeba bezpieczeństwa nie została zaspokojona, które ma niskie poczucie własnej wartości i którego dominującymi uczuciami są poczucie krzywdy, żal i złość. Najczęściej jednak osoba ta jako dorosła nie ma świadomości pochodzenia stanów, które odczuwa. Nie nauczyła się ponadto w dzieciństwie metod, które pozwoliłyby jej radzić sobie z nagromadzonym stresem. W związku z tym jedynym rozwiązaniem wydaje jej się ucieczka w alkohol.

Profesor Maria Ryś pisze, że sięganie po substancje uzależniające koreluje z niską samooceną, która ukształtowała się w wyniku doznawania różnego rodzaju przemocy, nadużyć, zaniedbań, lęków oraz poczucia winy, będącego rezultatem niemożności sprostania stawianym wymaganiom.

W niniejszym artykule chciałabym zająć się psychicznymi i społecznymi uwarunkowaniami alkoholizmu. Swoje rozważania zilustrowałam rozmową z 31-letnim alkoholikiem, który aktualnie przebywa w ośrodku dla osób uzależnionych. Opowiada on swoją historię (przez społeczność alkoholików określaną jako “piciorys”), wskazując na sposoby widzenia swojej sytuacji w każdym z etapów alkoholizmu, ze szczególnym uwzględnieniem aktualnego etapu trzeźwienia. W jego relacji widać, jakie istotne zmiany zaszły w jego sposobie dokonywania oceny swojej sytuacji. Rozmówca mój, którego opisywać będę pseudonimem Adam, wskazuje jak znaczącą rolę odgrywały w jego chorobie (bo tak mówi o swoim alkoholizmie) mechanizm iluzji i zaprzeczania:

Walczysz, żeby moc swobodnie chlać. Ktoś mówi, że masz problem ale mówisz, że nie, ja nie mam żadnego problemu. (…) Okłamywałem wszystkich i siebie. Uważałem, że to nic złego. Mam jakiś wymyślony powód. A przestane pić jak się skończy urlop. Nie widziałem w tym problemu. Wtedy właśnie chyba zacząłem wpadać w fazę chroniczną uzależnienia. (…) Jak miałem się wtedy przyznać, ze zrobiłem coś złego? Przecież ja taki “grzeczny”. Najcwańszy cwaniakowaty cwaniak.
Zaprzeczanie i iluzja objawiają się również poprzez poczucie, że to osoba uzależniona jest pokrzywdzona, że nikt jej nie rozumie, że jej problemy są jedyne w swoim rodzaju i tak naprawdę ma ogromne podstawy do sięgania po alkohol:

Czułem się czasami samotny i myślałem, że nikt mnie nie rozumie, użalałem się nad sobą. Przecież ja jestem taki dobry, a moja żona tego nie widzi, że chcę dobrze. Ale ona widziała moje chlanie i gdzie w tym wszystkim bylem dobry? Nie rozumiałem tego. Nie widziałem tego. A dlaczego? U mnie w domu jest to samo. Tata czasami się napije i ma żale, wali w stół. Na drugi dzień uchodzi mu to na sucho. Mam mądrą żonę i nie chciała sobie na to pozwolić.
Zgodnie z tym co zostało wyżej wspomniane tendencje do zapadania w uzależnienie mają osoby o określonych właściwościach osobowościowych, charakterologicznych. Osoby podatne na sugestie, wycofane, nieśmiałe, apatyczne, uzależnione od opinii innych, należą do tzw. grupy ryzyka. Adam wspomina, że w związku z dominującą postawą jego ojca, ukształtowały się w nim brak poczucia własnej wartości oraz emocjonalna zależność:

Byłem jak chorągiewka. Gdzie dobrze wieje tam leci. (…) Ja chyba poszedłem trochę w mamę, która jest zdominowana przez tatę. Może czasami coś chciałem powiedzieć, ale zawsze bylem zakrzyczany, przegadany przez ojca. On myśli, że ma racje i należy się jemu szacunek i nie ma dyskusji. Jeśli wyrazisz jakieś swoje zdanie, on twierdzi, że wie lepiej. Ciężko się z nim czasami gada. On tyle przeżył i zna się na życiu. (…) Żyłem w tym świecie. Wiem jak potrafi obgadać każdego. On nie potrafi mówić o kimś dobrze. Zawsze coś źle i mu coś nie pasuje. On idealny i najlepiej jakby wszystko kontrolował. (…) To może jest jakaś zazdrość, albo wiem. To jest chęć kontrolowania. On potrafi się zapytać mamy gdzie idzie jeśli wychodzi z pokoju. Jak czasami wracam z papierosa sprzed klatki i idę do łazienki to zawsze mówi: “i już zapalił i do łazienki”. Albo potrafi powiedzieć: “co ty tak do tej łazienki chodzisz?” Coś go ciągle drażni jakoś. (…) Pamiętam jak oglądaliśmy czasami mecze z tatą i bratem. My trochę graliśmy na boisku i wiedzieliśmy, że czasami jest ciężko wykonać jakieś zagranie. On zawsze wiedział lepiej, że się da i nawet jak mu coś tłumaczyliśmy to i tak zawsze wiedział lepiej, a my się nie znamy. Myślę, że często też byłem krytykowany. Jak czasami zrobiło się coś czego tata oczekiwał, to było dobrze, ale czasami miał jakieś pretensje, że ktoś robi taką samą robotę, ale po swojemu. Ciągłe narzucanie swojego zdania i sposobu na wszystko. A jak ktoś żyje i myśli inaczej, nie za bardzo mu pasuje.
Pewien rodzaj strachu przed powiedzeniem tego co się myśli i czuje może wynikać z braku możliwości wyrażania swoich uczuć w dzieciństwie. Jeśli dziecko dorastało w rodzinie gdzie “dzieci i ryby głosu nie mają” nauczyło się, że jego doznania, odczucia i przeżycia nie są istotne i nie ma prawa wyrażać ich na głos. To, co dzieje się w jego wnętrzu, jest jego własnym problemem i nikt nie musi się tym zajmować. Taka postawa jest nieprawidłowa. Oczywiste jest bowiem, że dziecko, aby czuło się wartościowe, musi czuć się też bezpieczne, akceptowane i musi mieć możliwość wyrażania swoich potrzeb i przeżyć. Adam wskazuje, że i w jego przypadku wycofanie, zamknięcie się w sobie i tłumienie swoich uczuć ma swoje źródło w okresie dojrzewania:

Z mojego doświadczenia i takiego powrotu do przeszłości przeanalizowałem kilka rzeczy. Myślę, że wyniosłem jakieś przekonanie, że pijąc alkohol stałem się w jakiś sposób dorosły. Dochodziły też inne sprawy, lęk przed powodzeniem tego co się myśli, wymaganie wdzięczności i liczenie się ze słowami rodziców. Przez to pewnie nie raz w złości wychodziłem z domu gdzieś do kolegów na jakieś piwo, żeby te emocje w jakiś sposób wyleciały. (…) Czasami nawet chcę coś powiedzieć ale myślę: a może to nie ma wielkiego znaczenia. Później się zbiera wszystko. Wiesz, tak sobie myślę o tej mojej chorobie. Czasami omawiamy jakiś temat i często cofam się do wieku 17-20 lat. Myślę, że wtedy mogłem mieć już jakieś zaczątki tej choroby. Tak zwane nałogowe regulowanie uczuć było widoczne. Tak mi się wydaje. Czasami się z czymś nie zgadzałem, ale tego nie mówiłem, byłem zły i wkurzony. Lepiej było jak się wyprowadziłem. I nie musiałem tego słuchać. (…) Ja dla swoich dzieci chciałbym być bardziej uczuciowy, a nie tylko wymagający.
Istnieje teoria rozpatrująca alkoholizm jako rezultat trwałego i czynnie realizowanego przekonania, że alkohol zredukuje stres, napięcie, ból. Na forach internetowych odnaleźć można wiele wypowiedzi trzeźwiejących alkoholików, którzy początków swojego uzależnienia dopatrują się w pierwszej wypitej dawce alkoholu. Ich zdaniem, kiedy pierwszy wypity kieliszek, butelka piwa, lampka wina czy szampana przyniesie radość, ulgę, zadowolenie, satysfakcję, odprężenie lub inne pozytywne doznanie, które pozwoli na redukcję napięcia, droga do alkoholizmu jest już rozpoczęta. Adam w oparciu o swoje doświadczenia stwierdza, że alkohol niewątpliwie redukuje napięcie. Po jego wypiciu człowiek zaczyna czuć się lepiej. Poczucie to jest jednak fałszywe, bowiem stan, w którym się znajduje nie odzwierciedla rzeczywistych emocji:

Jak pijesz to nie czujesz bólu. Jak zaczyna cię puszczać i zaczynasz mieć jakieś poczucie winy, to znowu zabijasz te emocje żeby tego nie czuć. I takie błędne kolo. Taka klatka. Nie potrafisz uciec bo już nie ma gdzie. (…) Później zaczynają się pojawiać takie emocje jak poczucie winy. Ale żeby je wytłumić otwierasz sobie następne piwko.
Kiedy człowiek nauczy się już, że dzięki alkoholowi może poczuć ulgę, zaczyna pić coraz więcej. Wpada wówczas w zamknięte koło, które doskonale odzwierciedla sytuacja jednego z bohaterów książki dla dzieci “Mały książę”. Zaczyna pić po to, żeby zapomnieć, że pije. Potrzebuje coraz więcej alkoholu. I mimo że zdaje sobie sprawę z jego destrukcyjnego działania, nie jest w stanie przestać:

Ja już nie miałem na nic sił. Nigdy wcześniej tak nie chlałem. Ciągle chciałem więcej i więcej, jakbym nigdy tego piwa nie widział. (…) Naprawdę bardzo wtedy chciałem nic nie pić, ale to było ode mnie silniejsze. (…) I jak sobie przypominam często nie miałem konkretnego powodu. Czasami po prostu chlałem bez sensu. (…) Ważniejsza stała się impreza i chlanie. Żona również zawsze była i nadal jest dla mnie bardzo ważna, ale często wybierałem chlanie, a nie ją. Zawsze ją kochałem i kocham do dziś, ale zawsze chęć picia była większa.
Niewątpliwie istnieją uwarunkowania alkoholizmu, o których wspominają naukowcy i badacze. Jednak powód sięgania po alkohol, który byłby uzasadniony, nie istnieje. Alkoholicy – za pośrednictwem mechanizmu iluzji i zaprzeczaania – mogą takie powody wyrażać. Nie oznacza to, że są to powody rzeczywiste. Można wskazać na wiele czynników, które przez lata kształtowały osobowość podatną na uzależnienie, ale nie wyodrębnia się jednej konkretnej przyczyny, wydarzenia, sytuacji, zachowania, które sprawiłoby, że dana osoba zachorowała czy też popadła w alkoholizm. Adam kwestię tę zamyka w jednym bardzo istotnym stwierdzeniu:

Alkoholik pije bo musi i jest uzależniony, a nie dlatego ze ma powód.
Zgodnie z tym co przedstawia koncepcja uwarunkowań psychicznych Adam przyznaje, że alkohol stał się dla niego ucieczką od problemów. Znajdował w nim ukojenie. Miał fałszywe przekonanie, że kiedy się znieczuli, odurzy, to problemy przestaną istnieć. Pił więc coraz więcej, bo coraz większej dawki potrzebował, żeby przestać czuć. W ten sposób alkoholizm szybko przechodził w kolejne fazy. Kiedy podczas pobytu w ośrodku uzależnień uświadomił sobie, że alkohol nie rozwiązuje problemów i że jedyną możliwością jest zmierzenie się z nimi, uznał swoją słabość wobec niego i zrozumiał, że od tej pory musi zacząć rozwiązywać problemy, a nie tylko je tłumić:

Już nie mam gdzie uciekać. Nie ma już ucieczki w alkohol. Moja kryjówka przestała istnieć.
Ludzie próbują doszukiwać się przyczyn alkoholizmu w aktualnej sytuacji, w zastanej rzeczywistości, w okolicznościach towarzyszących nadmiernemu spożywaniu alkoholu. I pewnie mieliby rację, gdyby przy okazji uznali fakt, że tendencja do uzależnienia kształtuje się już w okresie dzieciństwa, bądź dojrzewania. A okoliczności wywołujące picie, jakimi by nie były, są tylko usprawiedliwieniem dla sięgnięcia po alkohol. Adam opisuje tę kwestię w następujących słowach:

Często myślałem, że jakoś to będzie. Nie radziłem sobie w życiu, w związku. Można powiedzieć, że moje doświadczenia były takie tyci tyci. Krótkie i nie zdążyło dojść do jakiś nieporozumień, kłótni. Od początku w relacji z moją żoną coś ukrywałem, nie mówiłem prawdy. Ale skąd to wyniosłem? Chyba już to wiemy. Sprzeciw mojej żony przeciwko mojemu piciu kończył się odwrotnym skutkiem. Jeszcze bardziej piłem mówiąc sobie: a co ja nie mogę? I tak coraz częściej aż przyszły takie długie ciągi. (…) Wcześniej czasami też potrafiłem tak pomyśleć, że żona trochę za bardzo kontroluje moje picie. Moja rodzina to potwierdzała. Alkoholikowi tylko w to graj. Daj mu byle jaki powód i będzie pił czując się usprawiedliwiony. (…) Wolałem chlać i gadać o tym, że żona nie pozwoliła mi wypić piwa, niż zająć się prawdziwymi problemami. Jakie to żałosne.
Mówi się, że dopiero kiedy człowiek sięgnie zupełnego dna ma możliwość odbić się od niego i rozpocząć nowe życie. Bez tego szanse na wytrzeźwienie są bardzo małe. W momencie, kiedy alkoholik uświadomi sobie, że stracił już wiele (czasem wszystko), uświadamia sobie, że ma dwie możliwości: albo się podniesie, albo umrze. Adam opisuje to tak:

Czasami myślę, że nigdy nic mi już w życiu nie wyjdzie. Miałem jedną szansę na szczęśliwe małżeństwo. Zmarnowałem tą szansę. Na więcej takich szans nie zasługuję. Nie użalam się nad sobą. Niestety taka jest prawda. Smutna prawda alkoholika. (…) Rozumiem i widzę to wszystko przed oczami. Wszystkie swoje chlania, obietnice, złe wybory. To wszystko jest naprawdę straszne. Nie chcę już żyć w ten sposób. Nie chcę sobie i mojej żonie marnować życia.
Od czasu pierwszego wydania w 1992 roku głośnej książki prof. Jerzego Osiatyńskiego na temat alkoholizmu “Grzech czy choroba” nie zastanawiamy się już, czy alkoholizm rzeczywiście jest chorobą, czy może po prostu słabością (albo wręcz grzechem). Uzależnienie od alkoholu znajduje się w obowiązującej w Polsce Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-10 i oznaczone jest symbolem F-10.2. Bez względu jednak na to jakie jest jego podłoże, alkoholizm (czy też choroba alkoholowa) nie wyklucza możliwości prowadzenia normalnego, szczęśliwego życia. Przykładem na to są słowa Adama, które stają się podsumowaniem dla niniejszych rozważań i które niosą nadzieję oraz wskazują na istniejące możliwości:

Jeśli alkoholik pozostanie trzeźwy może być naprawdę szczęśliwym człowiekiem. A wszystko siedzi w jego głowie i od jego wyborów zależy wszystko. (…) Poza alkoholem nie mamy żadnych ograniczeń. Mamy ręce, nogi, dobry wzrok. Nasza choroba nam w niczym nie przeszkadza.


Autorka jest pedagogiem specjalnym, absolwentką Uniwersytetu Gdańskiego, animatorem społecznym, felietonistką, publicystką, pasjonatką psychoanalizy.


Opublikowano: 2017-02-18

Bieżąca informacja

Gdybym, przy ilości moich obowiązków, codziennie miał śledzić to co mnie interesuje to… bym nie śledził, bo nie miałbym na to czasu. Dlatego zastosowałem tzw. RSS pod postacią programiku Feedly.com, w którym subskrybuję sobie około 100 stron. Zasada działania jest banalna a powoduje, że w każdej chwili mogę tam zajrzeć a ten RSS już mnie informuje czy jest coś ciekawego.

Na dzień dobry widać tytuł nowego artykułu i pierwsze zdanie i to daje już jakiś obraz czy wchodzić głębiej czy nie. Inna rzecz, że poziom edytorski autorów jest różny i to pierwsze zdanie może być idiotyczne a artykuł fajny. No ale ja nie mam czasu na analizę tego. Jeśli autor nie zadbał o wypromowanie swojego artykułu, to sorry. Jest tyle treści – nie do ogarnięcia, aby jeszcze litować się nad jakimś dziennikarzyną. Jeśli nie potrafił zrobić porządnej zajawki, która mnie zaintryguje, to zapewne podobnej jakości jest reszta.

Dzisiejsza wiadomość z Myślęcińskiego Parku, gdzie jest stok narciarski jest fajna, w sumie można zaplanować krótki wypoczynek…

10 przykazań PM

10 przykazań początkującego PM’a

Każdy kiedyś zaczynał w projektach. Nawet ja, chociaż podobno urodziłem się z excelem w ręku narzekając na to, że niezgodnie z harmonogramem obsłużyli poród.  Nie było wtedy jeszcze komórek, więc nikt tego nie nagrał i do historii przeszło jedynie jako legenda ;). Dzisiaj mam przyjemność przedstawić zacne grono ludzi, którzy podzieli się swoimi doświadczeniami odnośnie zarządzania projektami dla początkujących. Uruchamiamy Sezon 2 PM Ninja, gdzie Yamato pokaże wam jak sobie poradzić w pierwszym projekcie.

To z tej okazji opierając się na klasycznym dekalogu stworzyłem swój, który zawiera moje skondensowane doświadczenia z całego życia. Projektowego.

1. Nie będziesz miał ról innych przede mną

Gdy zaczynasz w projektach to często jesteś jednoosobową armią. Robisz za eksperta, głównego „wykonawcę” (czytaj robola) i kierownika projektu. Kiedy zaczyna się nieuniknione, czyli opóźnienia to rzucasz się w wir pracy jako „wykonawca”, bo tam widać jakieś postępy. Niestety tym sposobem tylko pogłębiasz problem. Pamiętaj, że rola kierownika projektu, praca „nad projektem” jest ważniejsza niż ta „w projekcie”. To rada, którą zrozumiesz za 10 lat, na razie możesz uważać, że gadam bzdury ;).

2. Nie będziesz organizował spotkań nadaremno

Większość spotkań to strata czasu. Nie przyczyniaj się do tego problemu! Zawsze pomyśl: po co się spotykamy? Z czym mamy z tego spotkania wyjść? Jaka metoda prowadzenia i scenariusz jest najlepszy? I tego się trzymaj! Spotkania są super, gdy się wie jak je robić. Jak nie napiszesz tych 3 rzeczy w swoim zaproszeniu na spotkanie to go nie organizuj. Jeżeli ich nie dostaniesz, to na to spotkanie nie idź.

3. Pamiętaj, aby dzień raportowania chronić

Jedyną obiektywną miarą w projekcie jest upływający czas. Bo z tym nie możesz negocjować. Jeżeli masz raportować co poniedziałek o 10:00 to raportujesz o tej porze, a nie „jak będziemy mieć coś skończonego, bo inaczej głupio”. Regularnie raportowanie nie tylko chroni Ci tyłek jakby poszło coś nie tak, ale też nadaje tempo, sprawia, że budujesz swój wizerunek, chroni Cię przed subiektywnym podejściem. Dużo dobrego robi. I już.

4. Szanuj sponsora swego i dyrektora finansowego

Najważniejsza jest osoba, która chce mieć projekt, który robisz. Sponsor jest tu kluczem. Bez niego zapomnij o sukcesie. Jak wielkim byś nie był przecinakiem, to jako PM w organizacji znaczysz naprawdę niewiele. Musisz mieć plecy i już. A dyrektor finansowy? Może mały, łysy, gruby, niepozorny, ale ten kto trzyma kasę musi być ważny! I należy mu się poważanie. Nie chcesz mu podpaść, nie interesuje go co robisz za „czary-mary”, ale za wszelką cenę dbaj o to, żeby był zadowolony.

5. Nie zmieniaj zakresu bez potrzeby

Jak chcesz zabić fajny projekt to zgadzaj się na zmiany i „małe dodatki”, które są z pozoru małe. A później rosną jak nowotwory! Zakres to ważna rzecz, często przesadzona i tak, a zmienianie i dłubanie w nim to prośba o przekroczenie czasu i kosztów. Nie daj się zwieść, że „agile jest otwarty na zmiany” – jest ale pod bardzo prostą zasadą „coś za coś”. Jak to nie działa to jest już fragile i idzie projekt w ….. No nie wychodzi i już.

6. Nie rób roboty innych zasobami swoimi

Zasoby są ograniczone, jest ich mało. Pilnuj ich! Jeżeli to zasoby ludzkie, czyli kapitał ludzki wg. nowoczesnej nomenklatury 😉 to tym bardziej. Pilnuj swoich ludzi, dbaj, żeby pamiętali o Twoim projekcie i dla niego chcieli pracować. Jeżeli wypożyczasz to nie spuszczaj ich z oka bo znikną :). Skup się na tym co najważniejsze i pracuj nad najważniejszym!

7. Nie kradnij pomysłów zespołu swojego

Tak daleko nie zajedziesz. Doceń zespół, pochwal za pomysły i usprawnienia, bo to oni robią robotę, a Ty ją koordynujesz. Bez nich będziesz koordynował NIC. A to mało wdzięczna robota. Jak dyrygent nie wydaje żadnego dźwięku, to Ty bez ekipy nic nie stworzysz. Doceń, pochwal, pozwól ludziom się pokazać wyżej. Nic nie tracisz! Nie konkurujesz z zespołem o to co robią, bo Ty jesteś Kierownikiem Projektu i tak masz się pokazywać. Jeżeli robisz to dobrze, nie musisz kosztem innych. Jeżeli musisz kosztem innych… to d…. słaby z Ciebie kierownik projektu.

8. Nie mów fałszywego świadectwa sponsorowi swojemu

Albo raz zrób. I zobaczysz co się stanie. Zniszczenie Sodomy i Gomorry to przy tym łagodna połajanka. Kłamstwo = utrata zaufania = porażka projektu! Sponsor nie jest debilem! Wie, że coś może pójść nie tak i wcale nie wymaga od Ciebie perfekcji. Nie lubi niespodzianek, stawiania go w położeniu, gdzie musi świecić za Ciebie oczami i wtedy wychodzi na kretyna! Jeżeli masz problem to wymyśl co byś z tym zrobił i idź do sponsora z problemem i rozwiązaniem. Nigdy nie ukrywaj problemów, bo wiele da się naprawić!

9. Nie pożądaj do projektu tego, czego mieć nie możesz

„Gdybym tylko miał więcej kasy, czasu, ….” – wywal to zdanie ze swojego słownictwa. Zakop i spal. Jest jedno dopuszczalne myślenie w tych kategoriach, jeżeli planujesz szanse dla projektu, ale mnie nie oszukasz! Ja wiem, że niewiele osób zarządza ryzykiem, a szansami to już promile, takie numery nie ze mną ;). Najczęściej takie myślenie to wymówka. Przestań się oszukiwać, zacznij myśleć co możesz zrobić z tym co masz, tu gdzie jesteś.

10. Ani nie pchaj do niego więcej niż udźwigniesz

Jeżeli myślisz, że sukces Twojego projektu oznacza „Im więcej zrobię, tym bardziej mnie pochwalą, więc dodam jeszcze tutaj ten różowy szlaczek…” to się mylisz! Wywalaj ozdobniki, wywalaj co się da. Rób mało, ale zajebiście dobrze! Obiecuj mnie, zaskakuj przez dostarczenie więcej. Lepiej skończyć 3 rzeczy na maksa niż rozgrzebać 15. Ale to rada do zrozumienia po 20 latach 😉

10 typowych zachowań wampirów energetycznych

W nawiązaniu do moich wcześniejszych wpisów:

Znalazłem wczoraj kolejny artykuł na ten temat. Czyli obraz wampira nam się coraz lepiej krystalizuje i coraz łatwiej będzie go wyłapać i zneutralizować 🙂 Jak tak sobie o tym wszystkim czytam, to w każdym z nas po trochu są te cechy. Dochodzę do wniosku, że każdy z nas jest trochę takim wampirem, pewnie nieświadomym. Ważne jednak by byś świadomym swoich emocji, zidentyfikować je i po rozpoznaniu takiej cechy u siebie czy też chwilowego zachowania natychmiast przestawić się na asertywność i odrzucić takie zachowania, czy to swoje, czy to innych.

Jeżeli potraktujemy to świadomie, to nie będzie to dotyczyło nas lub zaprzestaniemy takich praktyk.

Niektórzy ludzie po prostu “wysysają” życiową energię. Takie osoby podkopują Twoją pewność siebie, poczucie Twojej wartości, zagrażają spokojowi i szczęściu, odzierają z optymizmu. Trzeba tutaj to powiedzieć głośno: lepiej samotnie niż w złym towarzystwie.

Czy zdarzyło Ci się czuć zmęczenie, wyczerpanie i brak energii w wyniku niektórych Twoich relacji? Jeśli tak, to bardzo prawdopodobne, że masz do czynienia z osobą określaną w psychologii jako wampir energetyczny lub emocjonalny. Definicja brzmi niemal śmiesznie, ale dobrze oddaje mechanizm oddziaływania wampirów: świadomie, lub nieświadomie, ale dosłownie wysysają energię ludzi, z którymi się stykają i przekuwają ją na swoją korzyść. Efekt? Wampir nabiera kondycji i rośnie w siłę, nas pozostawiając w stanie wyczerpania, przygnębienia, smutku, poczucia winy, wściekłości, poczuciu pustki. Działanie wampira można odczuwać też ciałem, które reaguje bólami głowy, napięciem mięśniowym, ogólnym osłabieniem.

Jak rozpoznać wampira energetycznego: wzorce zachowań

  • pierwszy znak, który powinien nas zaalarmować, że znalazłyśmy sie w obecności wampira energetycznego, to poczucie “wypompowania”, zmęczenia i trudności w zarządzaniu tą relacją; każda rozmowa staje się męcząca, niezależnie od tematu;
  • ​energetyczny wampir ma stałą potrzebę, byś dodawała mu otuchy;
  • ​niemal obsesyjnie domaga się potwierdzeń, czy: “Jesteś na mnie zła?” lub “Czy robię coś źle?”, “Czy coś się stało?”; chociaż na początku można to interpretować na korzyść wampira i nawet usprawiedliwiać jako gest altruzimu (“Zależy mi na Twoim dobrym samopoczuciu”), należy je naprawdę rozumieć jako “uspokój mnie, że nie robię nic złego”;
  • wzbudzanie litości – chcesz go pocieszyć, ale sama wpadasz w dołek;
  • pesymizm i zgorzknienie – wampir umie przekonać swego potencjalnego wybawcę, że życie naprawdę jest pasmem nieszczęść;
  • ​wampir nie jest zainteresowany rozwiązaniem swoich problemów i nie chce żadnych “dobrych rad”; chce tylko dzielić się swoją frustracją i wciągnąć Cię w emocjonalna grę;
  • tzw. foch – wampir obraża się, czym wzbudza poczucia winy w Tobie – swojej ofierze;
  • prowokowanie do kłótni – wampir podjudza, wzbudza silne, negatywne emocje, wbija małe, ostre szpilki w czułe punkty, tak, by ofiara wybuchła i dała się wciągnąć w awanturę;
  • hiperkrytyka wobec innych znanych Wam osób, z czego wampir korzysta chętnie, bez wyjątku i wielokrotnie;
  • ​najpotężniejszą bronią wampira jest szantaż emocjonalny, polegający na wzbudzaniu w nas poczucia winy, dzięki czemu może jeszcze łatwiej jest mu Tobą manipulować.​

Wampiry energetyczne świadome i nieświadome

U podstaw bycia wampirem energetycznym nie zawsze leży intencjonalość. Wampirami mogą być na przykład ludzie obarczeni własnymi psychologicznymi blokadami, którzy mają tendencję do nieświadomego przenoszenia swoich problemów na innych (projekcja). Celem (niezamierzonym) takiego wampira nie jest rozwiązanie wcale tych problemów.

Nieświadome wampiry są tak zapatrzone w siebie i swoje problemy, że nie zauważają, że swymi słowami i czynami ranią innych. Są „pępkiem świata”. Każdą sytuację oceniają ze swojego punktu widzenia, działania wszystkich ludzi odnoszą do siebie. Obwiniają innych za swoje nieszczęścia. Uważają, że wszyscy robią im na złość i specjalnie ich krzywdzą.

Taka osoba nieświadomie, może mieć potrzebę posiadania kogoś, kogo może nieustannie się trzymać. Niekiedy, to osoby z bardzo silnym ego, które nie zawahają się przejechać po kimś jak czołgiem, wykorzystując potrzeby innych, by zaspokoić własne.

Istnieją również świadome wampiry energetyczne, które są prawdopodobnie najgorszym z typów, bo działają w sposób zamierzony. Taki wampir to wampir narcystyczny, który doskonale wie, że aby iść do przodu, musi “kraść” energię z otoczenia. Z premedytacją wykorzystuje ludzi (zwłaszcza o dobrym sercu) do swych celów i wikła ich w sieć skomplikowanych zależności emocjonalnych.

Jak bronić się przed wampirem energetycznym w miłości, w rodzinie, w pracy

Metoda 1. Unikaj albo broń się i nie bądź naiwna
Wpaść w pułapkę wampirów energetycznych jest łatwiej, niż myślisz. Głównie dlatego, że są to zwykle osoby z najbliższego nam grona: rodzic, brat, partner, bliska przyjaciółka, dziecko. Niebezpieczeństwo leży w szantażu emocjonalnym: bardzo zależy Ci na tej osobie, ale z czasem coraz trudniej Ci zaspokoić jej potrzeby.

Metoda 2. Zacznij od dyskretnego wyrażenia swojego dyskomfortu i niezadowolenia
Jeśli masz szczęście i do czynienia z osobą inteligentną, Wasze relacje zaczną się poprawiać.

Metoda 3. Nie angażuj się w toksyczną relację
Bądź asertywna, nie daj się sprowokować i wciągać w awantury.

Metoda 4. Wytyczaj granice
Chroń swoją strefę komfortu psychicznego i fizycznego.

Metoda 5. Udzielaj krótkich, rzeczowych odpowiedzi
Nie zwierzaj się, nie zdradzaj szczegółów na swój temat, nie odkrywaj słabych punktów​, w które wampir mógłby uderzyć.

Metoda 6. Zachowaj spokój, oceniaj sytuację na trzeźwo
Stara zasada “policz do 10 zanim cokolwiek odpowiesz”, sprawdza się tutaj w 100%.

Metoda 7. Zaproponuj wspólną terapię
Ale i w tej opcji konieczna jest chęć wampira do wprowadzenia zmian.

Jeśli masz do czynienia z bardzo silnym energetycznym wampirem, niestety jedynym rozwiązaniem będzie zerwanie relacji.

e-papieros

Kiedyś już o tym pisałem.

Od zawsze paliłem. Miałem kilka prób rzucenia, bez efektu. Aż w końcu pojawiły się e-fajki. Przerzuciłem się, potem wróciłem do analogów. I tak kilka razy. Wiadomo technika idzie do przodu e-papierosy są coraz to mniej podobne do prawdziwych a przez to bardziej funkcjonalne. To tak jak kiedyś samochody. Pierwsze z nich przypominały dorożki ale aby stać się funkcjonalne musiały nabyć nowych cech i zmienić odbiorców. A to wszystko czas.

Nikt nie lubi zmian. Ale czas “leczy rany” i po pewnym czasie akceptujemy zmiany, z przekonaniem, a czemu by nie?

Chciałem rzucić palenie z 2 powodów:

  • kasa
  • wkurzało mnie, że chce mi się palić i nie mogę, bo tutaj akurat nie można, bo to spotkanie trwa już długo, chętnie bym jeszcze o coś zapytał albo przedstawił ale tak mi się k… chce palić, że mam już gdzieś te pytania lub błyśnięcie.
    No i ta takie dylematy natury często fizycznej!

Z elektronikami zapoznałem się już w 2009r. albo szybciej. Ale raz było lepiej raz gorzej. Na początku straszne badziewia były.

Dzisiaj sobie wyliczyłem realne koszty palenia elektronicznego. Co 2 lub 3 dzień kupuję za 9zł płyn, czyli rocznie wychodzi ~1100zł. Papierosy się psują więc co jakiś czas kupuję nowy model, zakładam ~600zł. Do tego trzeba kupować grzałki. Średnio raz na miesiąc za ~10zł. Co nam daje roczny wynik ~1820zł. Co oznacza, że dziennie wydaję ~5zł na e-papierosy.

Kiedyś paliłem 1-1,5 paczki papierosów, czyli na obecne ceny płaciłbym 20zł/dziennie. Czyli oszczędzam 15zyla. To dobry wynik.

A może by tak oszczędzić jeszcze te 5 złotych?

Liroy prezydentem Warszawy

Dzisiaj takiego niusa dostałem. Liroy Prezydentem Warszawy!

Ogólnie nie mam nic przeciwko temu, w końcu mamy już Kukiza, brakuje mi jeszcze Kazika i Maleńczyka i pewnie jeszcze kilku innych  🙂

Wszystko gra, wszyscy normalni ludzie powinni być tam, boję się tylko, że się spalą w zderzeniu z Solorzem i polityką wysokiego kalibru. Trzymam za Was kciuki i przekazuje Wam część swojej mocy. Bądźcie silni! Polityka to gnój ale potrzeba nam takich mocnych ludzi jak Ci odważni.

P.S. Nie szczególnie jestem fanem słownictwa ich utworów ale cenię szczerość i dobro naszej Polski.

Przekonanie bez przekonania

Lubię Kapustę 🙂 Rzeczowo i na temat.

Jak być przekonanym, że robisz słusznie nie mając pewności, czy to jest dobrze?

thhhh

Dziś wpis inspirowany konkretnym i realnym pytaniem, które brzmi – „Jak nie mając doświadczenia być przekonanym, o tym, że coś robisz słusznie nie mając pewności, czy to jest dobrze?”. Ręka w górę kto tak nie ma, albo kto tak nie miał? No właśnie. Jeżeli robisz projekty, jeżeli robisz coś nowego to zawsze towarzyszy Ci NOW, czyli Niepewność, Obawy, Wątpliwości . Jak to ogarnąć? Posłuchajcie, co mówi Sensei z doświadczenia :).

Rzetelni robią sobie krzywdę!

Czy można strzelić sobie w kolano będąc starannym, rzetelnym i dokładnym? Absolutnie tak! „Ale jak to możliwe! Przecież się staram, robię dobrze, zadaję pytania, żeby nic nie skopać. Jak ktoś może to źle oceniać?”. Ano może. Witamy w realnym świecie. W realnym świecie rządzi jedna bardzo brutalna zasada

Perception is reality, czyli Postrzeganie Ciebie przez innych jest ważniejsze niż Twoje intencje! Jeszcze raz, bo to ważne – nie liczy się intencja, nastawienie, chęci – LICZY SIĘ TO JAK ZOSTANIESZ ODEBRANY! Dla pewności powtórzę – NIKOGO NIE OBCHODZI CO SOBIE TAM MYŚLISZ, WAŻNE JEST TO CO ZADEMONSTRUJESZ. Żeby sobie wbić w głowę przeczytaj ten akapit kilkanaście razy.

Czy Mariusz Kapusta jest dupkiem?

Zdaję sobie sprawę, że mnie to też dotyczy. Do tej pory tkwi mi w głowie jeden z komentarzy, który przeczytałem po ocenie szkolenia, które prowadziłem „Cwaniaczek z Warszawy!” :). Dlaczego mi to tak utkwiło? Bo zawsze staram się przekazać wiedzę, zadbać o uczestników, pomóc. Zawsze robię to w moim stylu z moim poczuciem humoru, po prostu będąc sobą. Dla niektórych mogę być niestrawny. Po prostu. Do tej pory miałem może 3 takie komentarze przez te lata, ale możliwe, że więcej ludzi odebrało mnie jako dupka.

Czy jestem dupkiem? Jeżeli mnie znasz i lubisz to powiesz raczej „nie”. Jeżeli mnie dobrze znasz to powiesz „czasami” ;). A jeżeli mnie nie lubisz to powiesz, że “tak”. I tyle. Dla tych niektórych jestem dupkiem i już. TO JEST ICH PRAWDA! Z którą nie mam szans najczęściej dyskutować. Muszę to zaakceptować.

Ludzie funkcjonują w oparciu o proste mechanizmy

Zaliczam się do tej grupy i wiem, że też to mam! Musimy szybko i sprawnie ocenić inną osobę, bo nie ma czasu na robienie dokładnych analiz. I to sprawia, że jeżeli ktoś zadaje dużo pytań to może oznaczać, że tej osobie zależy, ale też jednocześnie może oznaczać, że jest tępa i nie łapie. Wybaczcie język, ale chcę pokazać skrajności, bo będzie łatwiej to zrozumieć. Jeżeli ktoś bardzo długo dochodzi do sedna może znaczyć, że jest dyplomatyczny, ale też, że się boi mieć własne zdanie.  Jeżeli ktoś pyta przed podjęciem każdej decyzji „czy to dobrze?” możne oznaczać, że chce żeby nic złego się nie stało, ale może to oznaczać, że boi się podjąć jakąkolwiek decyzję!

Jeżeli u drugiej osoby pojawi się nie taki odbiór jaki chcesz to najczęściej masz pod górkę, bo nie każdy ma dosyć dobrej woli, żeby dać Ci drugą szansę! Szufladka, pach, pozamiatane!

To był wstęp ;), teraz do sedna i do pytania

Rozbijemy je sobie na części, bo złożone jest

„Jak nie mając doświadczenia być przekonanym, o tym, że coś robisz słusznie nie mając pewności, czy to jest dobrze?”

Doświadczenie – masz jakie masz. Nic z tym nie zrobisz. Koniec. Ja też mam takie jakie mam. Wiele rzeczy w życiu robiłem i to mi ułatwia wejście w nowe sytuacje, ale głównie dlatego, że wiem co się będzie działo pod kątem dynamiki zespołu, projektu, czy biznesu. Merytorycznie najczęściej jestem zielony jak szczypiorek!

Co wtedy robię? Korzystam z modelu przywództwa sytuacyjnego. Określam w czym jestem słaby i się doszkalam krok po kroku zadając pytania, dowiadując się, jasno określając, że w tym doświadczenia nie mam.

WAŻNE! Nie staram się wykorzystać tego jako tarczy i powtarzać tego za często. Każdy załapał, że jestem nowy. Poprosiłem o wyjaśnienia jak trzeba, ale jak najszybciej staram się przejść do poziomu, na którym PRZYCHODZĘ Z ROZWIĄZANIEM, A NIE PROBLEMEM (kiedyś o tym pisałem tutaj) To ja steruję okrętem i ja mówię jak robimy.

I to prowadzi nas do kolejnego punktu pytania.

Być przekonanym, że coś robisz słusznie – Dobra dobra, ale skąd masz przekonanie, że robisz słusznie? Na moje potrzeby zbudowałem sobie pewne przekonanie.  Opiszę je historią, bo wtedy się narodziło.

Uczyłem się jeździć samochodem z moim tatą. Miałem już prawko, ale to była zima i koniecznie chciałem poprowadzić Toyotę taty. Wtedy to było jeszcze niezłe wow, taki szpan Toyotą. Jechałem 60 na godzinę. Zgodnie z przepisami, bo mój tata pilnował, żebym nie szalał. Tym bardziej, że zaraz spotkałoby się z kontrą „Tato, wiem co robię!”, chociaż z perspektywy to wiem, że nic nie wiedziałem.

Dojeżdżaliśmy do zakrętu, skręciłem koła i samochód wpadł w poślizg. Za szybko, śnieg na drodze, każdemu może się przytrafić, nawet ministrowi ;). Samochód zaczął sunąć w kierunku rowu i metalowego płotu za nim. Wyglądało na to, że będę miał kłopoty.

Pierwsza myśl „Tato, zrób coś!”. Druga myśl „Ale jak! Siedzi obok, to TY TRZYMASZ KIEROWNICĘ!”. Wtedy zadziałałem. Noga z gazu, kontra kierownicą, druga, trzecia. Samochód zatrzymał się na nowym, właściwym torze. Nic się nie stało.

„Dobrze sobie poradziłeś” powiedział tata. „Dobry kierowca zrobił by to dwoma ruchami!” Te słowa też zapamiętałem, ale to inne story. Ważne było, że nauczyłem się

TO JA TRZYMAM KIEROWNICĘ, NIKT ZA MNIE SOBIE Z TYM NIE PORADZI

Korzystam z tej lekcji całe życie. Od projektów, które robię, przez ślub (każdy ma tremę, jak się zachować, czy czegoś nie palnie, w końcu nie robi się tego codziennie) przez biznes. To prowadzi nas do trzeciej części pytania.

Nie mam pewności, czy to jest dobrze – skąd tą pewność mieć? I  tutaj jest sedno. Nie masz i nie będziesz mieć! Trzeba nauczyć się żyć w NOW – Niepewność, Obawy, Wątpliwości będą Ci towarzyszyć. Dlaczego? Bo ryzyko zawsze istnieje!

Jak ja sobie z tym radzić

1. Załóż, że masz rację – jeżeli nie ma innego rozwiązania na stole, to Twoje jest najlepsze

2. Jeżeli czujesz wątpliwości – przedstaw plan ludziom wokół Ciebie, powiedz „To jest plan. Co o nim myślicie?”

a) Jeżeli nic nie mówią – Twoje rozwiązanie jest najlepsze
b) Jeżeli dodają swoje zdanie (krytykę, usprawnienia, pochwały) – Wysłuchaj, sprawdź, czy to coś wnosi,

Wnosi – popraw plan, powinno być mniej wątpliwości

Nie wnosi – Twoje rozwiązanie jest najlepsze

3. Działaj, co jakiś czas powtarzając  punkt 2 – To ważne, żeby nie zostać dyktatorem.

To co napisałem jest mega, mega, mega ważne! To Ty masz kierownicę, to Ty jesteś liderem. Otwartym na propozycje, ale z misją i planem, KTÓRY STWORZYŁEŚ W NAJLEPSZEJ WIERZE!

Nigdy nie wiesz, czy to co robisz okaże się dobrym rozwiązaniem. Nie na tym opieraj pewność siebie. Opieraj ją na tym JAK PRZYGOTOWAŁEŚ TEN PLAN, czy zrobiłeś tak dobrze jak potrafisz w danej chwili. Na tym buduj pewność kontaktu ze światem. I na tym zbudujesz swoją pozycję wobec innych.

Ma sens?